testorowa blog

    ..a to czego nie powiem, nikt nie będzie miał…

    Wiesz dlaczego dziwak jest dziwakiem? Pragnie normalności, która jakoś nie chce się przydarzyć. Szuka, błądzi, walczy do końca i dziwaczeje tym mocniej im mniej w nim nadziei.

    Jak to jest, że przyciągam ludzi? Wychodze na papierosa w obcym kraju i z miejsca poznaje człowieka wracjącego z wojny, który opowiada mi o rodzinie. Staje z koleżanką pod sklepem, podchodzi żul wysępić fajkę lub chociaż 2 machy, przy okazji opowiada, że umarła mu córka jak miała 8 lat, pyta czy wiem kim wyciągając przy tym dowód ze skarpekti, który chroni przed złodziejami. Pokazuje go dokładnie i czyta swoje dane. Jak ja to robie? Takie mi pytanie zadał ostatnio jeden taki intro-Ludek. Po prostu…jestem. Nie wiem sama dlaczego tak się dzieje, co powoduje tymi ludzmi, że akurat do mnie, że kiedy cały przystanek zatłoczony to do mnie właśnie podejdą zapytać, a to o godzinę, a to czy już któryś autobus odjechał. Znam zasadę, że ofiary szukają swojego kata i odwrotnie ale w tym wypadku nie mam pojęcia jaka zasada mogłaby działać. Lubie ludzi, może z tego to wynika. Choć tak często gubie się w tym jak z nimi postępować. Palnę coś od czapy, zranie choć intencje mam dobre. Tak mi ciężko zmieścić swoje odczucia w słowach i wychodzi z tego najcześciej coś przeciwnego do tego co chciałabym przekazać. Jak ktoś mnie dłużej zna to już to wie ale do tego jest daleka droga. Zdarza się, że zrażam ludzi do siebie nim zdążą mnie poznać. W jednym zdaniu można by to zamknąć chyba jakoś tak, że jestem mistrzynią pierwszego kontaktu i nazwijmy to w tym wypadku trzeciego. Najgorzej jest ten czas pomiędzy pierwszym wrażeniem a długoletnią znajomością.

    Bez wolności nie ma szczęścia. Łatwo wybanalnić słowa, gesty. Przeistoczyć się w kamień albo w klauna i to w sumie wychodzi na jedno. Uciekanie, które czyni pustkę pozornie dając bezpieczeństwo. Kiedy tańczysz czy rozmawiasz szczerze całym sobą, powoli poznajesz to od czego uciekasz. Ludzie – mogą mówić prawdę o Tobie ale jak się na nią zamkniesz to nic się nie zmieni. Tak im nieraz ciężko pojąć, że jest lepiej z człowiekiem, że nie potrzebuje już tych masek-głupawek, udawania, że nie trzeba się ratować przed samym sobą i można mieć spokój. W świecie pełnym pustych haseł na nowo nadać sens pojęciom. Czy to możliwe? Ta naiwność wiary w ludzi, wybaczanie, kolejne szanse dla każdego z jednoczesną niezgodą na toksyczność i pracą nad sobą (kolejne nadużywane hasło, które próbuje reanimować). Złoty czas, jak w fotografii złota godzina, dany by zobaczyć inaczej, w innym świetle samą siebie przede wszystkim. Cierpliwość z może jakimiś tam nawet owocami. To wsłuchiwanie, to nieślepe zapatrzenie, to ciekawość bez wścibskości, prostota bez kombinatorstwa, uczenie się granic i ich poszanowania, to czujność i uwaga. Można się chwalić na pusto, trąbić światu o zmianie swojego zachowania i podejścia, można też całą tą energię skupić na pogłębianiu tej zamiany. Filozofia, która nie wynika z życia jest bezsensowną paplaniną i stratą czasu, lepsze jest wtedy milczenie. Tak wiele rzeczy może zmienić się w nocnym spacerze w deszczu kiedy układa się na nowo w głowie w odpowiednie szufladeczki i wszystko nabiera jasności choć przemokło się już dość mocno. Czasami lepiej odejść od gwaru, od sytuacji, która boli. Siąść pod drzewem i lekko kopną trzy obok leżące puszki, wziąć łyk wina, głęboki oddech i zaśpiewać sobie piosenkę patrząc w gwiazdy. Przeczekać by na spokojnie za dnia móc powiedzieć prosto, jasno i bez emocji, że ta sytuacja mnie bolała. Dobrze jest wiedzieć, że są ludzie których to wszystko obchodzi choć czasami ciężko to nawet dostrzec. Tak mocno czasami marzną dłonie choć krew żywa płynie. Nie wiedząc do czego to zmierza i mając swoje nadzieje z jednoczesną gotowością, że może nie być tak jakby się chciało. Harmonia ze światem jest wtedy kiedy to czego chcesz zdarza się bez kombinowania. Ot jest i już i przejmuje, wzrusza i nie przestaje dziwić. Ciężko wtedy nie mieć nadziei, że nie tylko te drobne fakty zaistnieją.

    Zamknęłam wczoraj oczy. Odpłynęłam kładąc głowę na rękach opartych o stół. Dałam się prowadzić marzeniu o prezencie – niespodziance w chacie gdzieś. Czas mi zniknął. Jakie to było pięknie w swej niemożliwości spełnienia. Może gdzieś, kiedyś w końcu będę mogła naprawdę dać wszystko i będzie to prawdziwe, namacalne, piękne i będzie można zacząć oddychać. Zmęczenie w głowie i sercu, a im dłużej tak trwa tym mniej nadziei, że kiedykolwiek się to odmieni. Zdążyłam już przywyknąć do tego stanu, zapomnieć że może być inaczej. Jakbym się godziła na cokolwiek jak bywało kiedyś nie raz to na chwile może i byłoby łatwiej czasami ale już mnie nie bawi wchodzenie w wiadome bezsensy i tam gdzie kiedyś zrobiłabym na ‚tak’ czując w sobie mocne ‚nie’ teraz robię w końcu w zgodzie ze sobą. Parafrazując Aldarona no to może tylko czasu trzeba mi. Bardzo chce wierzyć w to, że tylko czasu i że doczekam jeszcze cudnych manowców.

    Jako, że już po Świętach a kolega odczytał moje życzenia dopiero teraz to otrzymałam najbardziej dziwaczne życzenia noworoczne w życiu „dużo słodyczy, piwniczki pełnej wina, władzy nad światem :)” – to się nazywa kreatywność !!!

    Z przyziemności to: ucelowałam tanie bilety na polskiego busa (3 za 38zł) do zestawu dokupię jeszcze 2 pkp po 30% zniżce i to będzie pakiet warszawsko – krakowsko – włoszczowski na styczeń i marzec. Kolejny dzień czytania o foto. Klaudia wróciła od rodziny. Wydarzenie ciuchowiska już śmiga.

    Z przemyśleń: Jak łatwo dziwić się czyimś zachowaniom kiedy samemu nie jest się w danej sytuacji ! Przychodzą wydarzenia i wszystko się odmienia (nawet rym niechcący mi powstał).

    -8C i biało. Przyszła zima na dobre. Wszystko zastygłe w bezruchu w te Święta wraz ze mną. Przespałabym najchętniej ten cały paskudny czas i obudziła się dopiero gdy wiosna wykwieci polany,a najlepiej to dopiero wtedy kiedy byłoby po co się obudzić bo teraz to…Palcem po mapie zapoznawałam się z topografią Krakowa. Trochę poczytałam o fotografi, jakieś rozmowy na necie. Pusto. Smutno. Nic się nie chce. Przyjdź zmiano na lepsze bo zwariuję:/

    Z Konradem się mieliśmy. Ja w sklepie on pod blokiem. Bywa. Rozjechana ze światem jestem, sypiam w dzień, siedzę po nocach. Nauczyłam się grać cichą noc i wymyśliłam doń własną melodię ale to tak obok. Siedzę na badoo i się umawiam – ot bo czemu nie, może poznam jakiś fajnych ludzi – tego nigdy dość. Chciałabym to wszystko poukładać..lepiej, chciałabym by się ułożyło ale nic się na to nie zanosi. Nie spodziewałam się sama po sobie że aż tak mnie porozbijają wrześniowe wydarzenia…..Przyjecielu i Ciebie utulić bym chciała w cierpieniu…..Poplątało mi się życie..czy to się kiedyś poskłada? Nie wiem.

    Miałam jechać 26.12 na tak zwany wyjazd świąteczny z towarzystem górskim poznanym jakiś czas temu najpierw przez grupę na fb a potem na żywo na spotkaniu…ale chyba pierwszy raz w życiu rozsądek wygrał z sercem (chyba się starzeję) i po spłukaniu się na dentystę + prześwietlenie zaczęłam się najpierw mocno bić z myślami, potem doszło do tego to, że nie było małych nominałów koron czeskich w kantorze. Po głowie przewalały się jakieś mniej lub bardziej znane schematy ułatwiające podjęcie prawidłowej decyzji min. ten o zadaniu sobie pytania, co czuję kiedy podejmują pierwszą opcję a co gdy drugą. Rzucanie monetą, rozmowy i ostatecznie po uznanie, że dobra tym razem odpuszczam poczułam uglę :) Odpisałam na zalegającego maila ciuchowiskowego a potem odczytałam pełnego nadziei na cudowne spędzenie w przyszłym roku wspólnych świąt z Wichroduszkiem. Znaczy decyzja słuszna i nawet o dziwo nie czuję żalu, że nie jadę.
    Było bicia się trochę i smutku znowu ostatnimi dniami….dopadło mnie, wiem, że minie, teraz gdy to piszę już jest lepiej niż wczoraj ale czuje, że chodzę podminowana i zniecierpliwiona. Nie wiem czy to wpływ umęczenia sytuacją wielu niepewności które się już tyle ciągną i gmatwają, że jakbym zaczęła myśleć o nich na raz to bym zwariowała w poczuci, że nie dam rady. Pomaga gdzieś kiedyś zasłyszana opowieść o staruszku, który codziennie zamiatał długą ulicę. Zapytany o to jak radzi sobie ze znużeniem odpowiedział. Bo wie pan, jakbym patrzył ile mi jeszcze zostało to żółciłbym tą miotłę w przekonaniu, że nigdy tego nie skończę, a jak patrzę pod nogi, tylko na metr w przód to jakoś mija dzień i gdy oglądam się za siebie widzę cała posprzątaną ulicę !
    Nie raz mi to bardzo wprost pomogło w mojej pracy ale i w chwilach kiedy czuje przeładowanie, że za dużo, że na raz, że jak to wszystko będzie to staram sobie mówić na spokojnie „patrz tylko na najbliższe rzeczy, co masz zrobić teraz, dziś, jutro” – i pomaga. Tak mocno, że czasami sama się dziwię. Teraz więc idę się myć i spać bo fajki się skończyły a nie chce mi się do sklepu chodzić, więc trza przespać chęć na papieroska, a jutro…muszę kupić chleb, fajki i coś słodkiego bo w święta wszystko będzie pozamykane, a po południu ma wpaść Konrad na trochę. Dalej się zobaczy.

    Wieje dziś mocno, a harmonia ze światem mi nie dopisywała. Mam nadzieję, że nie rozchoruje się od stania na przystankach i błądzeni a w chłodzie. Czekją na mnie do odpisania dwa maila od przyjaciólki i oferta współpracy odnośnie ciuchowiska, która bardzo mi się podoba. Zaszalałam sobie dziś zakupowo (takie moje prywatne święta) kupując pare smakowitości do jedzonka min. dawno nie jedzone sushi. Wieczorne krótkie spotkanie z Pawłem, a potem oglądałam sobie film. Cisza, ciepło w domu a ja wtulona w miekki kocyk, który został mi się jeszcze w spadku po Babci. Wracjąc autobusem ze sklepu mijałam blok, w którym mieszkałam przed miesiąc i tak naszła mnie refleksja, że w bardzo jasny sposób każde z mieszkań określa w kilku słowach moje samopoczucie w danym okresie czasu, czy może lepiej ujmując „klimat danej czasoprzestrzeni”. Spółdzielcków 13 – 9 piętro: tymczasowość, brak, widoki, niedostatek, niepewność. nocne pisanie na facebooku w kuchnio-przedpokoju opierając się o drzwi, lato, podekscytowanie, życio-pisanie. Seweryna 3A  - parter: chłód, pustka, szczerość, strach. Na Kozłówce 5 – 4 piętro: odwaga, trud, zmaganie, jasność, ostwajanie.

    O mój dom, kaktusy, meble, naczynia – słowem mówiąc 4 ściany dbają lokatorzy. Wszystko zostawiłam tam, całe życie i przeszłość. To z czego tyle lat nie widziałam sposobu się wyrwać, czego kiedyś nie umiałam zostawić bo sobie nie potrafiłam wyobrazić jak to zrobić. Wiem, że to bez sensu ale ciągle gdzieś wraca do mnie pytanie, co by było jakbym wtedy to zrobiła. Ile było potknięć, które tak znacząco zarysowały moje „tu i teraz”.  Trochę nauczyłam się mówić o emocjach, choć strasznie to dla mnie trudne, jednak staje się coraz bardziej naturalne. Wiem już też, że nie wszystko i nie każdemu chce mówić, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia. Pamiętam jak przed laty, z bazą w Wawie, jeździłam po całej Polsce na koncerty IRA i do ludzi. Co teraz jest inaczej? Odkąd mieszkam w Krakowie na wyciągniecie ręki mam to co mnie cieszy, więc gdzieś dalej wypuszczam się rzadko. Mieszkam tu sobie z dwiem lokatorkami: Asią i Klaudią. Mieszkanie nasze przeplata się rozmowami, wymianami doświaczeń i spojrzeń na świat, czasem wspólnym jedzenie czy piciem np. pysznej ziołóweczki. Co tydzień w środy chodze na śpiewogrania.  Mam prace, w sumie to dwie bo poza ciuchowiskami sprzątem też po ludziach, co daje mi wolność o tyle, że nie muszę wstawać rano prawie nigdy a przecież zawsze był ze mnie nocny marek. Tak patrzę jak toczy się życie ludzi, którzy teraz mają tyle lat ile ja kiedy podjęłam nojgorszą w swoim życiu decyzje, a teraz czuję się tak jakbym po długim śnie obudziła się raptem starsza o 7 lat w innym mieście i trochę nie potrafie się ciagle w tym odnaleźć. Jak jednocześnie być uważnym i szukać, ale nie na siłę. Jakie teraz mam granice, potrzeby, pragnienia, sposoby na ich realizację? Układam się od nowa strając się nie odkładać nic na później bo i tak czuje się straszliwie okradziona z czasu ostatnich lat. Słyszę od ludzi, że dobrze, że ja się umiem tak ze wszystkiego pozbierać. Musze umieć, tyle razy życie mnie skopało, że gdybym nie umiała to zostałyby tylko tory albo most do wyboru. Są jednak takie doświadczenia które ścinają mnie  z nóg i nadal gdy o tym myślę to nie potrafię się zgodzić na taki stan rzeczy, choć doskonale wiem, że on się już nigdy nie zmieni.  Wypatruje nie spodziewanego szcześcia licząc na to, że tak jak kiedyś przyszło do mnie, gdy zupełnie się tego nie spodziewałam i gdy tak jak teraz bardzo wiele mnie bolało i byłam mocno zawiedziona zachowaniem niektórych ludzi, to przyszło do mnie wtedy zabierając mi cały smutek, odmieniając zupełnie moje życie i dając takie doświadczenia które do dziś wspominam jako najpiękniejsze. Gdzieś pod skóra mocno wierzę w to, że może coś takiego zdarzy mi się jeszcze raz i już pozostanie. Od kilku tygodni nauczyłam się już życia w tym co jest i nie płakania po nocach, nie szukania sposobu by to odkręcić. Uznałam, że zrobiłam co mogłam i odkręcić już się nie da, choć przykro nadal to widocznie to nie była moja droga i chce iśc ku nowemu i nie przegapić tego. Oby mnie tylko moja reszta niadzi nie zawiodła. Idze nowy rok, chciałabym by przyniósł mi to czego od dawna szukam, co kiedyś raz w życiu znalazłam.

    Przeszło mi przez myśl dziś zupełne zapomnienie ale….nie chce, nie potrafię, nie dam rady. Czy to jeszcze jest wybór czy już zniewolenie? Nie chce tego wiedzieć..ten jeden jeszcze raz…spróbować i choćby nawet do cna się spalić to warto. Czasie co nieubłaganie tak wolno się snujesz…dla mnie to wieki a przecie tak mało. Paręnaście dni w obliczu życia. Czym to jest? Czym jest gdy teraz zdaje się dla mnie wiekiem a w chwili jednej wiem, że będzie chwilą, że wszystko co teraz dumam rozpadnie się w proch po jednym spojrzeniu. Ani grać czy udawać….nie, nie chce i nie będę. Być, nade wszystko być sobą i już nigdy, przenigdy nie mówić tak gdy myślę nie, ani nie mówić, że nie ważne gdy właśnie jest to sednem. To się może nie opłacać, ale taka jestem. Do przyjęcia, do odrzucenia, do wyboru…JESTEM !!!! – - — starczy !


    • RSS